Piją kawę cały dzień

Dziś jest: Piątek, 25 czerwca 2021, Imieniny: Doroty, Łucji
Promocje i ogłoszenia »

Armenia

2009-07-30

Piją kawę cały dzień

Erewań: w zimie – skuty lodem i spowity dymem wydobywającym się z niezliczonych żeliwnych piecyków, w lecie – rozpalony słońcem, odrętwiały z upału. Niepowtarzalny.


Pierwsze wrażenie, arcystandardowe, bo przychodzi do głowy niemal każdemu: główny terminal lotniska Zwartnoc przypomina latający talerz – tyle, że żywcem wzięty z radzieckiej powieści science-fiction.

Wrażenie numer dwa, nieprzyjemne: przy szosie z lotniska do Erewania rosną jak grzyby po deszczu niechlujne, krzykliwe kasyna, raz na zawsze usunięte z miasta decyzją władz municypalnych i tłoczące się w związku z tym tuż za rogatkami, w całkowitej niezgodzie z duchem prawa lecz zgodnie z jego literą.

Wrażenie numer trzy: nikt z rodowitych mieszkańców stolicy nie zniża się do choćby zauważania tych przybytków, które jeśli wyżyją, to z turystów i prowincjuszy.

Erewań zadbał o to, by otrząsnąć się ze wszystkiego, co nazbyt pospolite, kontrastujące z ciepłym, złoto-różowym odcieniem miękkiego tufu, z którego zbudowana jest znaczna część miasta.

Stolica Armenii spływa w dół kotliny, rozlewa się na jej dnie, formując dostojne, szerokie aleje i place jak wysokogórskie oczka wodne. Potem zwęża nurt, skupia się i na drugim końcu doliny wbrew hydrologii zaczyna sunąć do góry, jakby przyciągana przez szczyty niedostępnego, leżącego po tureckiej stronie granicy Araratu.

A przecież wydawało się, że Erewań jest skazany na przegraną. W latach 30. zrównano z ziemią resztki fortyfikacji perskiej twierdzy, czołgami i traktorami zburzono XVII-wieczny pałac chana i wysadzono w powietrze niemal wszystkie kościoły. Na miejscu najstarszego z nich, świątyni pod wezwaniem św. Piotra i Pawła z V wieku, stanęło żelbetowe kino "Moskwa".

Sowieccy planiści wyrysowali na rajzbretach miasto o równej lekkości i wdzięku, co Mińsk czy Taszkent. Były wszelkie przesłanki, że w kaukaskiej dolinie wyrośnie kolejne całkowicie pozbawione charakteru miasto, w którym za łaskawą zgodą metropolii umieszczono by kilka równie sztucznych co jaskrawych "akcentów lokalnych".

Czy to jednak w porę przyszła odwilż, czy miejscowi architekci skutecznie stosowali taktykę biernego oporu – dość, że Erewań mimo zniszczeń i ingerencji zachował niemal bez reszty swój niepowtarzalny, jednorodny charakter. Zimą jest okopcony przez setki instalowanych w niedogrzanych domkach kóz, latem – skamieniały od upału.

Ale za to jesienią i wiosną wszędzie pachnie zielenią i kawą. Picie z filiżanek jak dla lalki, a następnie odwracanie ich jednym ruchem dnem do góry i dogłębne, wolne od zbytecznego pośpiechu rozważanie, jaki kształt przyszłości wyłania się ze ściekających fusów jest, jak powiadają złośliwi, głównym zajęciem Ormian.

Przyjeżdżających do Erewania w lutym zazwyczaj wciąga wielki turystyczny pas transmisyjny, który ciska ich w stronę kurortu narciarskiego Tsaghkadzor (Cachkadzor), od dwa kroki od wysokogórskich płaskowyżu. Większość turystów, trafiająca tu, u progu epoki globalnego ocieplenia, w poszukiwaniu półtorametrowych śniegów, nie zgłasza sprzeciwu: bez oporu pozwala się zapakować do autobusów i marszrutek, by pomknąć na spotkanie wyrwirączkom.

Półtoragodzinną podróż z pewnością umili kierowca, przypominając pasażerom: "W Biblii napisano czarno na białym, że raj znajdował się właśnie w tej dolinie. Tu, o, tu!".

Po czym, odrywając beztrosko ręce od kierownicy (czy w raju może dojść do wypadku?) wskazuje dobitnym gestem: "Ararat, widzicie? Najwyższa góra na świecie! No taaak, wiem, Czomolungma-momolungma, myślałby kto, tych osiem osiemset metrów ma nad poziomem morza. Może w Tybecie, tak? Ciekawe… A tu, proszę, pięć tysięcy sto sześćdziesiąt pięć jak na dłoni".

Można jednak nie spieszyć w owczym pędzie na wyciąg i, zatoczywszy łuk, skręcić do wioski Oszakan, by pomilczeć chwilę przed mogiłą ojca ormiańskiego alfabetu i piśmiennictwa, świętego Mesropa Masztoca żyjącego na przełomie IV i V wieku.

Długo można wędrować wzdłuż kolejnych chaczkarów – równych wiekiem świętemu kamiennych nagrobnych stel z wizerunkiem krzyża i pojedynczymi literami alfabetu, układającymi się we wstawiennictwo za zmarłymi spisane w staroormiańskim dialekcie grabar, dziś używanym już tylko w liturgii.

Można także zajrzeć do sprawującego opiekę nad mauzoleum i parafią duchownego. Młody, pogodny i krzepki ksiądz szczerze rad jest gościom. Zerknie w wiszący na ścianie kalendarz, westchnie, ech! szkoda że nie jutro, dziś post… Zerknie raz jeszcze, zaduma się chwilę, westchnie, ech! w zasadzie, to jakby się już skończył… i ochoczo ugości dobrze podwędzoną ogonówką pod najlepszy w świecie koniak armeński.

Rzecz jasna, zaproponuje i kawę – a na zakończenie wizyty zaprowadzi do piwnic, gdzie stworzył małe, amatorskie muzeum miejscowych "starożytności" z różnych epok – dziatwie ku pouczeniu, archeologom dla konserwacji.

Jak od niechcenia, chwacko dźwignie w górę dwuręczny koncerz i dla każdego naocznego świadka staje się oczywiste, że jaki z niego duszpasterz trzeba się dopiero przekonać, ale w szyku bojowym z całą pewnością dobrze byłoby mieć takiego towarzysza.

A i w samym Tsaghkadzor można zacząć nie od wyciągania nart z pokrowców, a od wizyty w małym, prywatnym muzeum dwóch uczonych światowej sławy, którzy wywodzą się z tutejszych śniegów: fizjologa i orientalisty, Hovsepa (Josifa) i Lewana (Lwa) Orbeli.

Ubogo aż piszczy, przemarznięte na wskroś ściany, ale wrażenia, jakich na próżno szukać w przegrzanych izbach pamięci. Skromność podniesiona do rangi sztuki, żadnego udawania – z takich przyciasnych, chłodnych dworków ruszali synowie zubożałych gruzińskich i ormiańskich rodów do stolicy imperium nad zimnym morzem.

Dopiero potem wolno ruszyć śmigłym szlakiem w dół, zerkając na słońce coraz niżej schodzące za Araratem. I nie za długo tych nart – tak, żeby o zmierzchu dotrzeć do pachnącej cedrowymi deskami gospody, gdzie czekają dzban z ajranem, dolma (orientalne "gołąbki", zawijane w liście winogron), szaszłyki i macun (gęsty ormiański jogurt). I wino, dużo wina.

By Aleksandr Archangielskij
Source: http://przewodnik.onet.pl/




» Odpowiedz

Opinie i komentarze (0)

fotoreportaze
Jeśli szukasz kredyt lub pożyczki na swój wymarzony i wgzotyczny wyjazd skorzystaj z oferty naszych partnerów finansowych, serwisów 7kredyt.pl oraz Internetowego Domu Kredytowego KredytHouse.pl

Sonda

Gdzie w tym roku spędzisz urlop?

W kraju, nad morzem

W kraju, nad jeziorem

W kraju, w górach

Za granicą

Najnowsze firmy w bazie

Tanie Bilety Lotnicze

Centrum Rezerwacji Lotów - tanie loty do większości lotnisk na świecie. Ponad 1000...

Bieszczady - noclegi pokoje...

Portal o Bieszczadach dla miłośników tych pięknych gór oraz dla tych co dopiero...

Newsletter

Jeżeli chcesz być informowany o nowościach w serwisie 7travel.pl, dodaj swój e-mail:

Portal 7travel.pl: Komunikaty | Reklama w serwisie | Zostań redaktorem | Współpraca z portalem 7travel.pl | Napisz do nas

Fora 7travel.pl: Hotele | Austria | Chorwacja | Grecja | Hiszpania | Turcja | Egipt | Maroko | Suwalszczyzna

© Copyright by 7travel.pl, 2009-2014